prepaid phone cards |phone cards |tanie pożyczki hipoteczne

Tak więc mamy biochemiczne

budynki gospodarcze |warszawa śródmieście |randki w sieci

„Tak więc mamy biochemiczne wyjaśnienie przeziębień i chorób pokrewnych takich jak upławy kobiece, które w przypadku gdy wydzielina jest mlecznobiała wskazują na niedostatek chlorku potasu w organizmie kobiecym. Myślę, że teraz podałem już dostateczną ilość dowodów by ukazać, że zwykłe przeziębienie, razem ze wszystkimi stanami kataralnymi, czy to w ostrej, czy chronicznej formie jest głównie rezultatem złego odżywiania, o którym szerzej w dalszym rozdziale.
Urynoterapia na zwierzętach
Niektórzy ludzie sceptycznie odnoszą się do danych metod przypisując ich skuteczność ludzkiej wierze. Na przykład przeciwnicy homeopatii nie akceptują jej jako „kuracji opartej na wierze". Ale homeopaci mają w ręce argument, który szybko zgniata to założenie; twierdzą oni mianowicie, że homeopatia leczy zwierzęta, które z natury rzeczy nie mogą wiedzieć, że są leczone. W literaturze homeopatycznej wymieniane są przypadki kuracji setek zwierząt. Jeden z nich dotyczy kota, który miał paraliż tylnej nogi. Po wielu kuracjach jego właściciel podał mu fosforan (phos.) w silnym osłabieniu i całkowicie go wyleczył w bardzo krótkim czasie. Sceptyk powie „zbieg okoliczności". Na co można tylko odrzec „Jak zdumiewająca jest łatwowierność tego sceptyka". Spotykając się z podobnymi zarzutami pod adresem urynoterapii mogę się tylko uśmiechnąć i użyć tego samego argumentu, co homeopaci. Pozwolę sobie uzasadnić swoją argumentację kilkoma faktami. Tak się składa, że mój dziadek był dobrze znanym w 60 i 70 latach ubiegłego wieku z powodu swego postępowania z końmi, psami itp. Od niego to nauczyłem się, że uryna, a nawet krowie łajno były jego ulubionymi lekami w kuracji ran i dolegliwości zwierzęcych. Myślę o poszczeniu krów, koni i psów do miesiąca czasu na wodzie i krowiej urynie, do podawania której dziadek używał krowiego rogu; chociaż gdy były spragnione mogły pić bez tego pomocnika. Nauczywszy się wiele od mego dziadka sam leczyłem zwierzęta. Często była to długa i mozolna praca, a kilka przygód jakie mógłbym opowiedzieć wcale nie było humorystycznych. Pamiętam jak raz leczyłem krowę, która miała tężec. Leczenie trwało 120 dni podczas których nacierałem ją po 8 godzin dziennie uryną (łapaną do wiadra) innych krów. Do picia dawałem jej jej własną urynę (początkowo była ona gęsta, żółta i skoncentrowana jak musztarda) i urynę zdrowych krów. Piła także czystą, zimną wodę. Moja chwiejąca się pacjentka straciła całe owłosienie, schudła tak, że stanowiła tylko skórę i kości, ale zyskała całkowite wyzdrowienie, odzyskując swoją naturalną wagę w ciągu około 2 miesięcy.“(2)

<<<< Wydaje się że z tego | Po wielu jeszcze próbach >>>>

szkoła tańca kraków |Seriale Online |hale przemysłowe warszawa